UFO nad Wielką Brytanią. Świadkowie z kilku rejonów kraju potwierdzają zjawisko

UFO nad Wielką Brytanią. Świadkowie z kilku rejonów kraju potwierdzają zjawisko
Początek roku zaowocował wzmożoną aktywnością UFO (fot. Eastnews)

Początek roku zaowocował wzmożoną aktywnością obiektów, które zaliczane są do kategorii Niezidentyfikowanych Obiektów Latających (NOL). Tym razem świadkami tajemniczego zjawiska byli mieszkańcy Wielkiej Brytanii. Wyglądające niemal identycznie przemieszczające się punkty świetlne niewiadomego pochodzenia, można było zobaczyć w różnych miejscach w kraju. Obserwacje poczyniono w dwóch różnych miejscowościach oddalonych od siebie o 50 km, w odstępie czasowym jednego tygodnia. Najpierw świadkami niezwykłego widowiska byli mieszkańcy miasta Chatham w hrabstwie Kent. Do zdarzenia doszło 6 stycznia ok. godziny 13-ej. Ernestas Griksas, który przebywał w tym czasie na zewnątrz swojego domu spostrzegł dwa świetlne dyski. Wg jego relacji, jeden z nich mienił się bardziej intensywnym światłem, co mogło być spowodowane tym, że znajdował się znacznie bliżej od drugiego. Przyglądając się spektaklowi można też było odnieść wrażenie, że oba obiekty poruszają się z inną prędkością.


Do drugiej obserwacji doszło 13 stycznia ok. godziny 7-ej rano, tym razem w mieście Loughton, w hrabstwie Essex. Handlowiec Josh Cummins, który w tym właśnie czasie jechał do pracy, zobaczył przez okno swojego samochodu cztery dyski wyglądające dokładnie tak samo, ja te obiekty, które tydzień wcześniej zarejestrował Ernestas Griksas - poinformował dziennik "Daily Mail". "O mało się nie rozbiłem. Zatrzymałem samochód, żeby zrobić zdjęcie moim telefonem. Wyglądało to jak UFO żeglujące w chmurach" - powiedział Cummins. "Można je było obserwować przez ok. 15 sekund, a potem zniknęło. Nigdy nie wierzyłem w UFO, ale teraz zaczynam się nad tym zastanawiać". Co ciekawe, w miniony poniedziałek tajemniczy obiekt o nieznanej naturze zauważył też prezenter telewizyjny Chris Evans. Na swoim profilu w jednym z serwisów społecznościowych napisał: "Ok. 40 minut temu wyszedłem na spacer z psem. Coś przeleciało mi nad głową - coś jasnego. Leciało zbyt nisko, by uznać to za spadającą gwiazdę, a potem zniknęło. Było też zbyt szybkie, by uznać to za chiński lampion".

Zdaniem Nicka Pope'a, jednego z najbardziej znanych na świecie ekspertów zajmujących się badaniem fenomenu UFO, ostatnie obserwacje są godne uwagi. Stwierdził jednak, że nie można na razie wyeliminować ewentualności, że są one efektem jakiegoś w pełni wytłumaczalnego zjawiska. "Zakładając, że są one prawdziwe, należy stwierdzić, że wzbudzają one zaciekawienie" - powiedział Nick Pope. "Choć mniejszy z obiektów widocznych podczas pierwszej obserwacji nie był zauważalny w tym czasie, co wzmaga też prawdopodobieństwo, że mogła to być także usterka aparatu".


Wielka Brytania nie jest jedynym krajem, w którym na początku roku głośno jest na temat obserwacji obiektów o nieokreślonej naturze. Niedawno interesujące manifestacje miały także miejsce we Włoszech. Nad górą Monte Bisbino w Lombardii zaobserwowano tam dziwne światła. Na filmie zarejestrowanym przez jednego ze świadków, widać dwa przemieszczające się punkty. Kiedy autor materiału wykonuje zbliżenie, można zauważyć, że każdy z nich posiada cztery elementy świetlne. W pewnym momencie jeden z nich znika, a chwilę później "gaśnie" również drugi.
niewiarygodne.pl

FBI chce zbudować system do monitorowania sieci społecznościowych

FBI chce zbudować system do monitorowania sieci społecznościowych
FBI ogłosiło dokument, będący specyfikacją systemu teleinformatycznego (fot. AP)

FBI ogłosiło dokument, będący specyfikacją systemu teleinformatycznego, który miałby służyć do monitorowania mediów społecznościowych. Agencja ma nadzieję, że dzięki temu rozwiązaniu będzie mogła zapobiegać kryzysom – poinformowały portale naukowe i militarne. Federal Bureau of Investigation (FBI) ogłosiło w specyfikacji przeznaczonej dla producentów zaawansowanego systemu informatycznego, szczegóły planu monitorowania Facebooka, Twittera i innych globalnych sieci społecznościowych. Jak wykazuje plan, informacje pochodzące z tych sieci mogą przyczynić się do szybszej reakcji na zagrożenia kryzysowe a nawet do przewidywania kryzysów.

Według New Scientist, w celu pozyskiwania informacji z portali społecznościowych, FBI zamierza zbudować rozwiązanie do monitoringu. Zapytanie ofertowe zostało rozesłane do firm 19 stycznia, zaś Biuro czeka na odpowiedź od potencjalnych kontraktorów i wykonawców systemu do 10 lutego br. Na liście życzeń Biura znajduje się system zdolny do automatycznego przeszukiwania „dostępnych publicznie” materiałów znajdujących się na Facebooku, Twitterze i innych mediach społecznościowych, według terminów odnoszących się do terroryzmu, operacji wywiadowczych, cyberprzestępczości i innych form aktywności objętych zadaniami agencji. Agenci byliby ostrzegani, jeśli w trakcie wyszukiwania pojawiły się informacje o „zapowiadanych nagłych wydarzeniach, incydentach czy tworzących się zagrożeniach”.

W systemie ma znaleźć się opcja wyświetlania wiadomości z Twittera (tweetów) i innych serwisów oraz dowiązywania ich do rozwiązań lokalizacyjnych, co pomoże wyświetlić na mapie miejsce z którego zostały one nadane. Zostaną one powiązane z innymi danymi jak rozmieszczenie baz oraz instalacji wojskowych USA i sprzymierzeńców Stanów Zjednoczonych, szczegółami ataków oraz aktów terrorystycznych dokonanych w przeszłości, a nawet z obrazami lokalnych kamer należących do USA (np. z ambasad). Dokumenty ujawnione z okazji przetargu wskazują na to iż FBI przeszukując media społecznościowe, chce skoncentrować się na specyficznych grupach użytkowników. Odnotowano, że agenci muszą „zlokalizować negatywnych działaczy[…], analizować ich ruchy, ograniczenia, słabości i możliwe akcje strony przeciwnej” . FBI chciałoby także przy okazji tworzenia systemu wykreować „matrycę wzorców postępowania” – rodzaj logu codziennych działań poszczególnych celów rozpoznania – dla ułatwienia planowania akcji agencji chroniących prawo.

Dokument sugeruje także iż FBI chciałoby użyć mediów społecznościowych do przewidywania wydarzeń w przyszłości. System miałby pomóc w „przewidywaniu prawdopodobnego rozwoju sytuacji lub przyszłych akcji prowadzonych przez negatywnych działaczy (poprzez prowadzenie obserwacji, trendów wzorców, skojarzeń oraz analiz na osi czasu)” FBI nie komentuje dokumentu, ani nie określa sposobów w jaki prowadzone byłyby analizy w nim opisane. Jednak, jak twierdzi Defense News, system miałby powstać i zacząć działać w ciągu najbliższych dwóch lat.
niewiarygodne.pl

Polski pisarz przewidział katastrofę smoleńską?

Polski pisarz przewidział katastrofę smoleńską?
Katastrofa polskiego samolotu rządowego, która miała miejsce 10 kwietnia 2010 r., wciąż wzbudza wiele emocji. (fot. AP)

Katastrofa polskiego samolotu rządowego, która miała miejsce 10 kwietnia 2010 r., wciąż wzbudza wiele emocji. Niestety, w całej sprawie nadal więcej jest pytań niż odpowiedzi, a zdaniem sceptyków, pełne wyjaśnienie wszystkich okoliczności zdarzenia, nigdy nie będzie możliwe. Rozbieżności w raportach komisji badawczych; niechęć części polityków oraz komentatorów do całej sprawy; pogardliwe wypowiedzi niektórych osób publicznych na temat katastrofy smoleńskiej oraz brak wystarczającej dociekliwości mediów - to tylko część okoliczności, które każą z dużą rezerwą wypowiadać się na temat szans wyjaśnienia zagadki. W tle całego śledztwa pojawiają się natomiast fascynujące wątki, które nakazują czasami w zupełnie nowy sposób spojrzeć na całą sprawę, i które implikują kontrowersyjne pytanie, np. czy możliwe było przewidzenie, że do podobnej katastrofy dojdzie? Analizując fragment książki Marcina Wolskiego pt. "Alterland" takie pytania nasuwają się samoistnie.

Jeden z użytkowników serwisu wykop.pl, zwrócił uwagę na mrożącą krew w żyłach analogię łączącą fragment powieści Marcina Wolskiego z jednym z najbardziej wstrząsających wydarzeń w historii Polski. Pochodząca z 2003 r. publikacja zawiera opis pewnej katastrofy lotniczej, w której zginęli czołowi dygnitarze jednego z państw.

Oto wspomniany fragment książki "Alterland":

"7 lipca - dokładnie w czasie, kiedy rodzina Rawskich zwiedzała Plazza San Marco w Wenecji, podchodzący do lądowania w Jałcie samolot TU-154 (model specjalny), targnięty nagłym porywem wiatru, wypadł z pasa i eksplodował. Tak przynajmniej podano w oficjalnym oświadczeniu agencji TASS. Identyczną wersję przedrukowały wszystkie dzienniki świata. W podobnym brzmieniu przekazywały wiadomość, przerywając w pół słowa programy, główne stacje telewizyjne. Bo i była to istotnie Katastrofa Stulecia., fatalnym tupolewem podróżowała bowiem cała radziecka "wierchuszka" - gensek Breżniew, premier Kosygin, ideolog Susłow, szef Armii Radzieckiej - Ustinow, wiecznie "drugi" Czernienko...

Czy był to przypadek, czy zaplanowany zamach? Speckomisja, badająca sprawę, nigdy nie ogłosiła rezultatów śledztwa. Nie wyjaśniono nawet, dlaczego, wbrew procedurom bezpieczeństwa, aż tylu członków ścisłego kierownictwa leciało jednym samolotem. Ludowa plotka uparcie powtarzała bajkę o pijanym Lońce, który osobiście uparł się zasiąść za sterami TU-154".



Oczywiście wiele elementów, które pojawiły się we fragmencie książki Wolskiego, różni się od detali związanych z katastrofą 10 kwietnia - inny jest oczywiście czas akcji, miejsce, różni są też pasażerowie. Nie można jednak nie zwrócić uwagi na cechy łączące książkę z faktami. Oto najważniejsze osoby w państwie lecą jednym samolotem, który ulega katastrofie. Tak jak w rzeczywistości, jest to radziecki TU-154 (model specjalny). Wypadek ma miejsce w trakcie lądowania, a media donoszą, że u podstaw katastrofy leżały fatalne warunki atmosferyczne.

Zarówno w powieści "Alterland", jak i w rzeczywistości, śledztwa nie przyniosły odpowiedzi na najważniejsze pytania (rozbieżności w raportach komisji MAK i Millera). W końcu pomiędzy książką a realiami pojawia się też analogia w kwestii rzekomego wywierania nacisków na załogę samolotu przez jednego z ważnych pasażerów, który w dodatku miał być pod wpływem alkoholu. Marcin Wolski nazywa to bajką. Jak wiadomo, niedawno okazało się, że generał Andrzej Błasik, któremu przypisywano ingerencję w pracę pilotów, nie przebywał w kokpicie samolotu, a więc i w rzeczywistości mieliśmy do czynienia z upowszechnianą przez media "ludową plotką".

W "Alterland" opisany został też mało profesjonalny sposób relacjonowania sprawy katastrofy przez dzienniki. Ale czy w przypadku opisywania przez dziennikarzy katastrofy smoleńskiej, także nie mieliśmy do czynienia z brakiem kompetencji ludzi mediów?

Czy Marcin Wolski, pisarz i publicysta, który wielu Polakom znany jest też jako współautor znanego programu satyrycznego "Polskie zoo", wykazał się doskonałym zmysłem analitycznym i uwzględniając szereg uwarunkowań geopolitycznych, niczym wytrawny futurolog, przewidział przyszłe wydarzenia? A może to czysty zbieg okoliczności?

niewiarygodne.pl

Przerażający dowód w przepowiedniach Majów. Koniec świata nastąpi w 2012!

Przerażający dowód w przepowiedniach Majów. Koniec świata nastąpi w 2012!
Wyzbądźmy się złudzeń! Koniec świata nastąpi w 2012 r. Oto bezsprzeczny dowód (fot. AP)

Wygląda na to, że dla świata nie ma już nadziei. Wszystko wskazuje na to, że, zgodnie z wcześniejszymi założeniami opartymi na Długiej Rachubie, czyli kalendarzu Majów, koniec świata nastąpi w 2012 r. Naukowcy poinformowali właśnie, że podczas przeczesywania ruin w Comalcalco natrafili na kolejne materiały, zgodnie z którymi zapowiadany przez Majów przełom dziejów to kwestia bardzo nieodległej przyszłości.

Dotychczas gdzieś tliła się jeszcze nadzieja, że do najgorszego nie dojdzie. Wszystko ze względu na błąd w obliczeniach, który zdaniem naukowców pojawił się w procesie konwersji kalendarza Majów do kalendarza gregoriańskiego. Wg niektórych badaczy, do obliczeń mogła zakraść się pomyłka wynikająca z wzięcia pod uwagę błędnych kryteriów, co oznaczałoby, że przepowiadany przez Majów koniec dziejów nastąpiłby 100 lat później. Teraz archeolodzy natrafili jednak na kolejne sporządzone przez przedstawicieli prastarej cywilizacji notatki, które nie pozostawiają nam złudzeń. Koniec znanego nam dotąd porządku nastąpi 21 grudnia 2012 r. (lub wg niektórych zapowiedzi 23 grudnia 2012 r.)

Zgodnie z doniesieniami ekspertów z Narodowego Instytutu Antropologii i Historii w Meksyku, ta złowieszcza dla nas informacja zawarta jest na płaskorzeźbach, które odnaleziono w ruinach ceglanej świątyni Majów w Comalcalco. Do tej pory wszystkie przewidywania głoszące, że Majowie zapowiedzieli schyłek naszej cywilizacji na grudzień 2012 r. oparte były jedynie na danych zawartych na kamiennych tablicach, które odkryto w Tortuguero. Ale teraz, wielokrotne podważane przepowiednie, będące elementem odkrycia dokonanego w Tortuguero, znalazły swoje potwierdzenie w kolejnych materiałach.

Meksykańscy naukowcy oświadczyli, że znajdujące się na cegłach w Comalcalco inskrypcje, odnaleziono już kilka lat temu. Przez jakiś czas były one przedmiotem badań kilku grup eksperckich. Materiały te nie zostały udostępnione publicznie i wciąż są przechowywane w Instytucie - poinformował dziennik "Daily Mail".
Oczywiście jak zwykle w podobnych sytuacjach, nie brakuje sceptyków, którzy z przymrużeniem oka spoglądają na ostatnie rewelacje. "Niektórzy proponują to jako odniesienie do roku 2012, ale ja nie jestem raczej przekonany" - powiedział David Stuart, specjalista ds. badania kultury Majów na Uniwersytecie w Austin. "Nie ma powodu, by nie sądzić, że jest to np. data odnosząca się do innych ważnych wydarzeń historycznych".


Nie brakuje też oczywiście sygnałów, które wskazują, że przełomowa data, która nastąpić ma w grudniu 2012 r. nie ma związku z wydarzeniami, które w naszym mniemaniu można by było uznać za zjawiska o charakterze apokaliptycznym. Majowie postrzegali bowiem czas jako coś cyklicznego; kategorię, która składa się po prostu z etapów mających swój początek i koniec. Wszystkie komentowane przez naukowców materiały, które odnosić się mają do daty końca świata - tablica z Tortuguero i cegła z Comalcalco - powstały prawdopodobnie ok. 1300 lat temu.
niewiarygodne.pl

To był rok ekstremalnych zjawisk pogodowych. Tak źle nie było już dawno

To był rok ekstremalnych zjawisk pogodowych. Tak źle nie było już dawno
Poprzedni rekord "miliardowych klęsk żywiołowych" odnotowano w 2008 roku. (fot. AP)

Stany Zjednoczone nawiedziło już w tym roku dwanaście klęskżywiołowych związanych z pogodą - trąb powietrznych, powodzi, śnieżyc, suszy, upałów i pożarów -powodujących straty wysokości co najmniej 1 miliarda dolarów każda. Jest to kolejny rekord.
Associated Press informuje o tym w czwartek, powołując się na Narodową Administrację Oceaniczną i Atmosferyczną (NOAA). Takich klęsk żywiołowych, powodujących straty wysokości 1 miliarda dolarów i większe, było w tym roku w USA więcej niż w całych latach 80, nawet po uwzględnieniu inflacji -podkreśla AP.

Poprzedni rekord "miliardowych klęsk żywiołowych" odnotowano w 2008 roku - było ich wtedy dziewięć.

Według Narodowej Służby Meteorologicznej, ekstremalne zjawiska pogodowe spowodowały w tym roku w USA śmierć ponad 1 tys. ludzi.

PAP/ az/
niewiarygodne.pl